
Jeszcze tylko kilka dni z ubrankiem uciskowym! Jest to jedyna rzecz, która jest trudna. Poza ubrankiem po zabiegu prawie śladu nie ma! Siniaczek niemal niewidoczny, opuchlizna zeszła zupełnie, a brzuch... wreszcie nie wystaje jak balon i, co może brzmieć dziwnie, nikt w ostatnim czasie nie zapytał, czy jestem w ciąży. A to duża zmiana w moim życiu. Bardzo pozytywna zmiana :) Trudno pisać cokolwiek teraz o zabiegu, bo właściwie przypominam sobie o nim tylko wtedy, kiedy czuję, że mam na sobie ubranko uciskowe. Wielką frajdę sprawia mi noszenie mniejszych ubrań i większa nadzieja na odzyskanie sylwetki. Codziennie ściągam na chwilę ubranko i bardzo cieszę sie, że skóra z dnia na dzień staje się jędrniejsza, a kiedy się schylam nie wisi, tylko da się normalnie brzuch wciągnąć. Mój mąż widzi ogromną zmianę w moim nastawieniu do siebie :) Cieszy go to, choć stale powtarza, że i tak bardzo mu się podobałam.
No i bardzo ważna rzecz... rozstępy są widocznie mniejsze :) Wsmarowywałam tony kremów wcześniej, ale teraz naprawdę widzę poprawę :)
Cieszę się bardzo, że udało mi się uniknąć plastyki brzucha, bo byłabym cała pocięta, a tak mam tylko dwa maleńkie ślady, jak po ukąszeniu komara, no i przede wszystkim zadziwia mnie, że tak szybko mogłam wszystko robić. Po cesarce miesiąc minął, zanim normalnie wstawałam z łóżka, a tu po miesiącu śladu po zabiegu nie ma... tzn na szczęście największy ślad w postaciu mniejszego brzucha widzą wszyscy! I tak ma być :)