
Nawiązując do poprzednich rozważań muszę chyba do klubu „przyjaznych” zaliczyć również wydawałoby się, że normalnego męża. Choć on mimo fajnego stosunku do świata i ludzi w kwestii „przeszkadzania czasowi” w zgubnych skutkach jego działania jest raczej konserwatystą i z tych też powodów jest przeciwny wszelkim tego typu zabiegom I niestety on też nieśmiało pyta, czy czuję się zadowolona? A ja jestem umówiona już na następny zabieg :)