
Ehh... święta minęły, a brzuch nie większy, lecz mniejszy. Opuchlizna zeszła znacząco! Jedyny siniaczek zmienia po raz kolejny kolor i powoli jest żółtawy, ale zupełnie nie bolesny. Tematem numer jeden świątecznych rozmów było oczywiście moje samopoczucie po zabiegu i nieskończona ilość pytań o moje wrażenia. Te oczywiście zaskaukujące dla wszystkich, że nie bolało i że nie jestem cała poobijana. Wiedza na temat tego typu zabiegów nie jest w mojej rodzinie zbyt wielka i ogranicza się ewentualnie do doświadczenia z zakesu pomniejszych zabiegów kosmetycznych, zatem w głowach moich rozmówców raczej pełno jest drastycznych opisów cierpień i katuszy, jakie przeżywają ofiary pomyłek operacji plastycznych obecne w mediach. Zdziwili się wszyscy, że jestem w tak dobrej kondcyji, a co lepsze... pełna radości i entuzjazjmu, bo... brzuch powoli przyjmuje mniejsze rozmiary. Miałam trochę wolnego, więc odważnie powyciągałam ciuchy sprzed ciąży i oto... zmieściłam się w spodnie, które nosiłam dwa lata temu! Radość ogromna, choć... spodnie okazały się być, zgrubsza mówiąc, nie za modne. Ale to nie ważne! Najważniejsze, że się w nie zmieściłam, a to jaskółka, która zdecydowanie podoba mi się na początek nowego roku! W tym tygoniu będę na kontroli, więc zobaczę, co powie Pan Doktor... czy też będzie tak zadowolony!